… wybacz, ale taki mam organizm…

(…)
Głowa nagle jakoś tak fajtnęła mi się w bok. Otworzyłem oczy.
– Nareszcie… – westchnęła Najpiękniejsza Kobieta Świata.
– Zasnąłem? – zapytałem zdumiony. – Na krześle?!
– Acha – kiwnęła główką. – Spałeś w pozycji „na popielniczkę”, jak ludzie w pociągu albo pekaesie.
– To znaczy jak?
– Głowa odrzucona do tyłu, japa szeroko rozwarta. Zabawny widok, w sumie – uśmiechnęła się. – Tylko to chrapanie… Chciałam ci tam do środka nalać wody, żeby to jakoś przerwać, ale litość mnie wzięła, utopiłbyś się.
– Chrapałem?!
Zastanowiła się.
– Właściwie to nie. Słowo „chrapanie” nawet w drobnym procencie nie oddaje tego, co wyczyniałeś – przewróciła oczami. – Mój Boże… Nie miałam pojęcia, że człowiek bez pomocy zaawansowanej techniki jest w stanie wygenerować takie dźwięki.
– Rany, przepraszam… – wybąkałem. – Ten upał mnie wykańcza.
– To było pół godziny drogi przez mękę. Ja to jakoś wytrzymałam, dzielna jestem, ale pies zaczął wyć.
Zerknąłem na szczeniaka. Popatrzył na mnie z wyrzutem, po czym wstał, obrócił się i znowu usiadł, ale już tyłem do mnie.
– Obraził się – stwierdziła fakt małżonka. – Odpocząłeś chociaż?
Dobre pytanie. Zapytałem swojego organizmu, czy odpoczynek był wystarczający. Organizm prychnął tylko lekceważąco.
– Mój zegar biologiczny nie posiada dużej wskazówki – poinformowałem.
– I co z tego wynika? – nie zrozumiała żona.
– A to, że jeżeli coś trwa krócej niż godzinę, nie jest przezeń zupełnie zauważane – wyjaśniłem. – Tak jakby w ogóle nie miało miejsca.
– Sprytne – powiedziała z przekąsem. – I wygodne.
– Wybacz, kochanie – rozłożyłem ręce – ale taki już mam organizm.
– Przebiegły ten twój organizm – zaczęła się wyzłośliwiać. – Nie angażuje się w nic trwającego mniej niż godzinę, tak? A co, uważa ze nie warto?
– W łóżku jakoś na to nie narzekasz – odgryzłem się.
(…)

©niekarany „Dziennik absurdalny. Pasje: muzyka