Rzeczy najnowsze:

Twórca i tworzywo

Ostatnio jakoś każdy czuje w sobie artystę, a niektórzy to nawet Artystę. Epidemia jakaś. Sami kreatorzy wokół, gdzie by mięsem nie rzucić. Każdy nagle czuje w sobie iskrę bożą, w mordę. Nie to, żeby jeden z drugim potrafił coś robić, malować czy rzeźbić, co to to już nie, proszę księdza. Warsztat? A po co? Wystarczy entuzjazm. I spontan. Sklei taki dwa parasole superklejem i już, sru! do galerii. Sztukę robi…

Gdzie leży pies pogrzebany

Anka zamiast przyjść, zadzwoniła. I narobiła dymu. Zamieszania, znaczy. Zamieszanie byłoby właściwie takie samo, gdyby przyszła. Ale zadzwoniła. Dryń-dryń. Ta dziewczyna to żywioł. Specjalnie wstałem wcześnie rano, żeby ostro popracować. Rano umysł najświeższy, wiadomo. Zaparzyłem kawę, nakarmiłem kotkę i zasiadłem za biurkiem z mocnym postanowieniem chwycenia weny za rogi i stworzenia czegoś ambitnego i wielkiego, za co ludzkość obdarzy mnie pomnikiem i stertą kasy, a sama będzie wdzięczna do apokalipsy…

W mrok się obrócisz

Życie sobacze, życie robacze… Niewarte odwrócenia głowy, nic niewarte. Bez barw, miękkości, blasku, powiewu. Bez nadziei, bez zmian. Bez odwrotu. Lata jak stare klisze przesuwające się beznamiętne za okularem fotoplastikonu, karawana jednakowych wschodów i zachodów słońca, siostrzanych zim i jesieni, niczym nie mający końca i początku pochód chorych, półżywych, karaluszych figurek, ciągnący się od horyzontu po horyzont. Przekleństwo powtarzalności, kierat rutyny… Bezustanne, nieskończone nawlekanie zmatowiałych, zmętniałych koralików dni na nędzną,..

Emancypantka

  Podniosła się z kolan.  – Mmmm… – oblizała wargi. – Wciąż mi smakujesz.  W głowie mi się kręciło.  Ma dziewczyna talent, pomyślałem.  Wstawanie z fotela było teraz ostatnią rzeczą, na jaką miałem ochotę. Najchętniej dochlupnąłbym sobie następną porcję Jima Beama i zanurzył się w niespiesznym kontemplowaniu jej ciepłych, miękkich ust. Oraz tego, co przed chwilą nimi wyczyniała. Jeszcze tylko mogłaby mi przynieść z zamrażarki ze dwie-trzy kostki lodu do bourbona i czułbym się jak w raju… No ale..

… na końcu będzie dobrze…

(…) Rozpalona słońcem ulica w centrum miasta. Upał, gorące powietrze stoi w miejscu, ani grama wiatru. Ludzie poruszają się sennie, niemrawo, oczy pochowane za ciemnymi szkłami, twarze błyszczą od potu. Słońce rozgrzewa czupryny. Ja też się wlokę. Mam lekkiego kaca i popapierosowy niesmak w ustach. Jestem umówiony z Adamem, na Starym Mieście, za… no właśnie, za ile? Zerkam na przegub. Za półtorej godziny. Kupa czasu. Adam i tak się spóźni…

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
unemployment tax management