Rzeczy najnowsze:

W mrok się obrócisz

Życie sobacze, życie robacze… Niewarte odwrócenia głowy, nic niewarte. Bez barw, miękkości, blasku, powiewu. Bez nadziei, bez zmian. Bez odwrotu. Lata jak stare klisze przesuwające się beznamiętne za okularem fotoplastikonu, karawana jednakowych wschodów i zachodów słońca, siostrzanych zim i jesieni, niczym nie mający końca i początku pochód chorych, półżywych, karaluszych figurek, ciągnący się od horyzontu po horyzont. Przekleństwo powtarzalności, kierat rutyny… Bezustanne, nieskończone nawlekanie zmatowiałych, zmętniałych koralików dni na nędzną,..

Emancypantka

  Podniosła się z kolan.  – Mmmm… – oblizała wargi. – Wciąż mi smakujesz.  W głowie mi się kręciło.  Ma dziewczyna talent, pomyślałem.  Wstawanie z fotela było teraz ostatnią rzeczą, na jaką miałem ochotę. Najchętniej dochlupnąłbym sobie następną porcję Jima Beama i zanurzył się w niespiesznym kontemplowaniu jej ciepłych, miękkich ust. Oraz tego, co przed chwilą nimi wyczyniała. Jeszcze tylko mogłaby mi przynieść z zamrażarki ze dwie-trzy kostki lodu do bourbona i czułbym się jak w raju… No ale..

… na końcu będzie dobrze…

(…) Rozpalona słońcem ulica w centrum miasta. Upał, gorące powietrze stoi w miejscu, ani grama wiatru. Ludzie poruszają się sennie, niemrawo, oczy pochowane za ciemnymi szkłami, twarze błyszczą od potu. Słońce rozgrzewa czupryny. Ja też się wlokę. Mam lekkiego kaca i popapierosowy niesmak w ustach. Jestem umówiony z Adamem, na Starym Mieście, za… no właśnie, za ile? Zerkam na przegub. Za półtorej godziny. Kupa czasu. Adam i tak się spóźni…

Po drugiej stronie sztalug

– Dlaczego ci turyści się tak gapią? Placków nie widzieli? – Na nas się gapią, głupia. – A co, znają nas? Patrzą jakby znali. Bezczelni. – Może i znają. Nie wrzucaj do sieci tylu selfików, jeżeli chcesz być anonimowa. – Wrzucam ilę chcę, odczep się. Johannes mówi, że jestem fotogeniczna. A on się zna. – Ach, „Johannes mówi”… to trzeba tak było tak razu. – O co ci chodzi? –..

Jazda po Tuwimie

Dawno, dawno temu, to znaczy parę lat wstecz, kiedy jeszcze taka robota wydawała mi się mieć jakikolwiek sens, na jakiejś popularnej platformie blogowej bawiliśmy się z przyjaciółmi w trawestacje starych utworów znanych twórców w celu uaktualnienia zawartych w nich treści. Ja wziąłem sobie wtedy na warsztat między innymi wiersz z 1933 roku „Mieszkańcy”, jeszcze ze skamandryckiego okresu Juliana Tuwima. Wybór był prosty, wokół aż roi się od korpoludków i inszego..

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
unemployment tax management